wsypisko

2021
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2020
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec







zauWażam w głOwie ostatrnią Myśl ale Boję Się ją poMyśleć bo ta Myśl jest Ostatnia.






01.11.2005 :: 12:30
jest święto zmarłych taki dzień.
biorę tabletki od których albo rzygam albo cały czas mi się chce.
już nigdy nie zgłoszę się do nadobowiązkowej lektury. ja wtedy miałam doła, chciałam świat naprawiać, tylko dlatego się zebrałam i wyrzuciłam łapę na znak chcę przeczytam. bo to ponoć poznawanie kobiety myślałam że się poznam na sobie ale to tylko opis przebrzydłego babska mistrzyni ciętej riposty jak w tym kawale o wujku którego nie pamiętam.
twedy twedy twedy.

po czasie bolą mnie oczy niezmiernie czuję się jak bohaterka opowiadań e. a. poe. naprawdę. było takie maska czerwone śmierci taki tytuł było kurewsko bolesne.


wjebaj (0)




03.11.2005 :: 21:28
jestem pojebana i potworem na baterie.
niszczę ciało i nie wiem co zrobić by przestać by naprawić i oprócz tego jeszcze łep. jeszcze pustkę w głowie zrobić z nią coś. to raczej nie pustka tylko zbyt duża ilość potwora. nienawidzę tego określenia ale jestem zgorzkniała. przepraszam.
informacja taka proszę się mną nie przejmować.
mam nadzieję że płakanie to tylko dlatego, że oto jest 21 ileśtam, łkać przestałam.

wszędzie jest dobrze gdzie nas nie ma, pogo(na)dno ma rację.
jestem zakłopotana.


wjebaj (0)




05.11.2005 :: 20:36

smarowidło
smariwidło
smarowidło
smarowidło
smarowidło
zgniotłosię
smarowidło
kupażarcia
smarowidło
smarowidło
smarowidło
szkielety
bujdyhejnały
smarowidło
bujdy
hejnały.
to się wznosi i opada na dno.
rozdepczcie mnie bo nie kumam.


wjebaj (1)




08.11.2005 :: 19:50
gdy ankieta dotyczyła korzystania z kredytów nie brałam w niej udziału. gdy dotyczyła higieny jamy ustnej wzięłam udział i miała tylko jedno pytanie a później dziękujemy.

dzisiajsza jazda do szkoły. to była pewność że zaraz się rozwalimy. zastanawiałam się czy odpiąć pasy może by uniknąć leżenia w szpitalu. myślałam całkiem spokojnie gdy wyprzedzaliśmy czwarty z rzędu samochód że niemożliwe jest uniknięcie śmierci ale jakoś się obeszło bez wypadku. było mi bez różnicy, to lepiej, do niedawna bardzo bym chciała.
ale doszłam do wniosku ze dopiero gdy będę prosić zwolnij nie chcę umrzeć że dopiero wtedy będę widziała że coś naprawdę zmieniło się w moim życiu. o tyle że będę pewna że naprawdę bardzo mocno chcę przeżyć może dla jednaj osoby a może dla siebie tylko a może dla świata. (...)
i ta dzisiajsza jazda była kontynuacją snu, tak przynajmniej wydaje mi się. a sen był tez kontynuacją o cholera giną mi granice dni nocy snu i rzeczywistości.
ksiądz na religii zasnął.
miałam zamiar coś dziś uszyć.
miałam zamiar się cuzyć.
ja nie mam zamiarów.
równie dobrze mogę pójść spać.



wjebaj (0)




08.11.2005 :: 20:07
kopnęła mnie dziś ulica
dźgnęło mnie miasto
dźg dźg dźg
ćwir ćwir ćwir

miasto. do mnie zaśpiewało
a ja mu na to milcz.
a ja mu na tamto ot.
otpowiedź.
spowiedź bałagan sumienie

eh co za nuda. a zapomniałam o tym proszę mi odpowiedzieć na pytanie. czym jest meta? (todzie gdzie jest meta?)
odpowiedzi mają być inspirujące.


wjebaj (4)




14.11.2005 :: 15:54

dziś wracałam autobusem i Dorota była zmęczona zasnęła. jej jak ona ładnie wyglądała i wtedy kierowca wjechał na przystanek na którym nikt nie czekał musiał trochę bokiem po dziurach dołąch pojechać i przestraszyłam że się że Dorota się obudzi.
dziś jest wersja niebieska dnia. spałabym ale mam nadzieję przeczytać lekturę. oby.
ubrałam na siebie prezent niepożyczany ale oddany siedzę i hyba nie bardzo wiem o czym na ramionach mi ciężko.
ona dziś przyznała że jest świadoma, że to na poważnie się nie uda. wczoraj stwierdziliśmy że jej tłuste dziecko będzie miało 4 ojców, drodzy mili, czterech.
jestem trochę zniewiedzona, nosiłam w czwartek kapelusz, niektórzy go pamiętają w ogóle kapelusze się ans trzymały a dziś usłyszałam że ktoś kolejny ma na łep nakrycie jakie a ten mój leży w domu obcym, o obce 20 km od mojego oddalonym. nie tam bym marzyła o noszeniu kapeluszy ale zawsze jakieś uczucie. no dobra przesadzam.

proszę drogich, u mnie jest dobrze.
u mnie, u moich nerwów różnie. tylko niewielki skrawek narzekania.
a blogi są od tego by o sobie pisać.
nie lubię pisać o nikim kto wiem że przeczyta, przeczyta.
no a dziś napisałam i już myślę nad usuwaniem.
piję najohydniejszą od dawna kawę. dzisiejsza szkolna nie była taka paskudna jak ta w domu.
okłamałam dom, tak to moja pierwsza kawa. i mam za swoje.
chyba przestałam interesować się żarem.
pożarem na wacie.
jeszcze zobaczymy, będzie środa.
(środa będzie a później minie jak każdy inny dzień tydzień. to przeznacznie to dobre wygodne rozumowanie, ale nie będę tu się rozpisywać chodzi o to że każda jedna rzecz każdy szczegół zależy od przeznacznia. decyzje, owszem podejmuje się, am się wpływ, bo jak by nie. robi się to co się chce ale dlatego że takim się jest dlatego tu właśnie nic się z niczym nie kłóci tak to przeznaczenie działą beł beł beł kot.)

w szkole nam nie zadają.
przepraszam, przestałam pytać co u ciebie. proszę wszytkich, wybaczcie i naprawię.




wjebaj (0)




14.11.2005 :: 16:09
bo to może coś naprawdę znaczy że skoro zaczęłam się o kogoś martwić poniekąd tylko mając powód a tak naprawdę niemożliwe było żadne zło może to jakiś znak. przecież ja się nigdy o nikogo nie martwiłam w taki sposób.


wjebaj (0)




14.11.2005 :: 18:31
yo, wała.


wjebaj (1)




14.11.2005 :: 22:38
zastanawiam się nad tym jak to jest. dom, dziwne ale słowo rodzina ciężko mi jakoś idzie, rodzina, uf. dom, rodzina, zwierzęta. śpi mi matka w pokoju obok, niech śpi. zeszłam na dół po schodach całkiem podobało mi się odbicie w oknie za którym deszczu wiatru tyle że zagłusza. zeszłam przystanęłam, ale najpierw usłyszałam reklamę w tlewizji. jedna po drugiej leciały zeszłam. jeden stopień po drugim. ciche kroki zatrzymałam na progu pokoju w którym reklamy sam na sam z mym ojcem. nie zrobiłam kroku dalej.
uwielbiam chodzić po domu gdy wszyscy śpią. mam wtedy władzę jeszce większą niż gdy zostaję sama, co też lubię, co też jest ważne.
ale gdy oni śpią a ja jeszcze nie. gdyby spał to mogłabym wejść do salonu przejść przezeń. często tak sapceruję. odwiedzanie pokoi po ciemku. po domu. deptanie snu. lubię deptać sen innych ludzi. albo tuż obok, ale nie dotykając bo tego się obawiam. nie że boję ale unikam nie chcę. nie chciałabym dotykać snu ani łez ani iść po śladach bo takich zachowań nie lubię. nie lubię tej samej gumki do włosów czasem nawet długopisu i dłoni. a czasem wzroku. oddechu i nawet bać się tego samego nie chcę ani śmiać razem bo to zawsze zaciera granicę. i też nie mówić tego samego słowa w jenym czasie. naciskanie klamki jest okropne.
a czasem bezkompromisowo je łamię.
czasem je zwalczam konsekwentnie.


wjebaj (2)




15.11.2005 :: 22:24
w moim domu nie ma śmieci. tylko kurz sumiennie zasypia w kątach podłóg na półkach, pomiędzy warstwami kocy firan zasłon, pod kołdrą która nie zatrzymuje ciepła ciała bo za mało ciał kładzie się spać. nadwyżka kołder nad ludźmi.
są też pajęczyny szuszące się na wieszakach i we wnętrzach kapeluszy.
w moim domu są miejsca zimne i ciepłe. wystarczy wiedzieć gdzie należy pójść by nigdy nie marznąć ani nie męczyć się dusznym gorącem. wilgotne ciepło wibruje w kuchni od podłogi po sufit, po półki obrośnięte słoikami i naczyniami, o których się od czasu do czasu zapomina.
nigdy nie chciałabym znaleźć się w pomieszczeniu o płonących ścianach. żółta tapeta ze swoimi kwiatami jaśniałaby zapewne płomieniem kleju i farby, niebieskim światłem papieru.
rudy biały rudy biały kot przykłada brzuch do podłogi, miesza się z kurzem na podłodze, na ciepłym miejscu podłogi. brązowy szary czarny brązowy szary czarny kot lśni na łóżku mojego brata. zajęłam łóżko mojego brata nie pytając kota o pozwolenie mając jedynie nadzieję na zgodę. niechże zajmie moje łóżko, które zawsze straszy chłodem niebieskiego granatowego niebieskiego koca.
dziś dbam o przecinki idąc korytarzem wyglądam przed okna za każdym trochę inna ciemność każde ma inny pomysł i różne poczucie wstydu. aż się czasem nie chce wyglądać bo ono nie wyglądaj mówi, mówi nie podchodź.
dbam o przecinki na siedząco jedząc, kwiaty w doniczkach, na nie patrzę i chcę je podlać ale zapominam nie rzadko.
przez tyle czasu chciałam by ten dom był już wspomnieniem a teraz naprawdę czuję że się przyzwyczaiłam. ciekawe co do tego doprowadziło, to może ten szum który łamie ciszę, gdy wszystko w porządku, gdy wszystko inne milczy, oprócz kurzu pajęczyn okien kotów kołder.


wjebaj (0)




21.11.2005 :: 21:29
będzie dziś o tajemnicy.
dopiero teraz, dziś, gdy znów przegrałam z tym, co sobie na piśmie obiecałam wiem, że to może być pewien problem.
już nie jem czekolady na noc, czekolada na noc sprowadza sny zbyt ciężkie, ciężkie jak walec.
przełyk.
karat
katar kichanie.
karat.

miało być o tajemnicy, a tak.
tylko to miało być wtedy gdy czułam że naprawdę wszystko mogę powiedzieć a teraz nie powiedziałabym za nic słowa którego nawet sobie oszczędzam.
ale o tajemnicy takiej, to może najpierw mamo tam są same podręczniki mamo tam są same podręczniki zaraz ci dam. najpierw o tym, że tajemnice są wtedy gdy się przed ludźmi broni wtedy gdy się czegoś wstydzi to właśnie wtedy chyba. nawet jak dobre rzeczy w tajemnicy a co dopiero złe. ale najczęściej takie które najwięcej mówią o niezmiennych cechach o tych które się właśnie chce sobie zostawić.
ja właśnie już tak nie mam, zastanawiające, ze to co zawsze mając na myśli omijałam, to co było tajemnicą o której nie mówiłam absolutnie nikomu, wyszło ze mnie tak po prostu, wypada nagminnie w rozmowach. to nie są żadne wyznania, ale właśnie jak by książka miałą posklejane strony i się same rozklejają. nie żeby człowiek jak książka był, ale te ukryte słowa to chyba tak właśnie.
to o tym mężczyźnie. to, to.

ale jest jeszcze coś, co mnie męczy co omijam naumyślnie ale się boję, że niedługo chcąc ominąć, sama zniknę, cała w obawie.
nie umiem sobie poradzić i to jest to właśnie co u ciebie a wspaniale, mogłoby być.
gdybym nie.


wjebaj (4)




23.11.2005 :: 19:46
wtedy gdy się zapomina o porach roku o dniach tygodnia o wszystkim co wokoło, wtedy jest dobra pora na tę grę.

we mgle i limfie zmarzłam na tyle, by nie unosić się ponad, tylko na dno spadać. by się zwinąć i ogrzać.
brat we mnie znów wzbudził obawę słowami pogadamy w piątek to na pewno nie było gniewne zdanie ale w połowie tak je odebrałam.



wjebaj (0)




25.11.2005 :: 09:40

pozostaje mi wzdech naprzekór myślom i kłopotliwym skłonnościom ku wymyślaniu złej rzeczywistości. bo dlaczegóż ma być niewinnie skoro można wynaleźć winowajcę i takie tam. wlaściwie to nie o winowajcę chodzi tylko o sposób myślenia. lubimy wywalać wady. lubimy pomijać zalety lubimy wymyślać co się mogło wydarzyć lubimy wskazywać palcem niewidzialną przestrzęń, prześwietlić komuś myśli bo to przecież niewiarygodne że można być dobrym, skoro można być też złym. czepiam się ludzi. zarówno siebie.


spaliłam jedną szklaną lufkę pełną tytoniu po czym udałam się do pokoju brata i zjadłam mu dwa ostatnie cukierki które dostał na gwiazdkę od swojej dziewczyny oraz zjadłam pół jednej czekolady wszystko to popiłam znaczną ilością wody z kranu czerpanej garściami a pijąć zdziwiona byłam pulsującym strumieniem. coś z kranami się zimą dzieje takiego że woda wylatuje rytmicznie. następnie wyplułam słodycze wraz z wodą i kawałkiem szynki. matka zapukała do łazienki zapytała co robię ja jej na to że wyrywam sobie brwi a jej reakcja była właściwa pożądana i spójna, odeszła myląc się tylko w przekonaniu co do istoty mej czynności z pogranicza kompleksu niższości, megalomanii i dwudziestoletniego żywota na świecie którego otwarcie nie cenię.
narzekam na idiotów i na prorocze słowa że wszystko będzie dobrze i że damy radę że tlyko musimy sobie mówić o naszych problemach. o czym myślisz gdy patrzysz w sufit a o czym gdy w podłogę. w podłogę patrzę rano szukając skarpetek a w sufit wieczorem gdy czekam na sen. kogo obchodzi że zasypiam na brzuchu.
wołam ale jak zwykle wołanie nie znajduję słów bo słowa ogarnia chaos tłumnych wypowiedzi. wołania powinny posiadać swój własny język tak samo jak wyrazy wdzięczności i filozofia i jeszcze to




wjebaj (1)




27.11.2005 :: 12:37
wrzesień opaździernik listopad grudzień bęc.
6
0
8

5
2
9

5
3
5

mój nowy numer,

wielkie halo.


wjebaj (0)




30.11.2005 :: 21:10
... pojechać do Kanady i zatrzymywać pociągi. tam pada. pada deszcz. tu też jest deszcz choć aktualnie śnieg. tak się łączy niebo z ziemią. dobrze że ziemia nie łączy się z niebem w tak widoczny sposób bo byśmy już dawno oszaleli. byśmy już dawno znikli w tym wszystkim, w tym rozgardiaszu. mam spokój, niebo szumi śniegem, ale to nad głową, to poza poduszką, tam najczęściej ginie głowa. trochę choruję, siedząc w domu zapominam o pozorach. o tym że pada o tym że należy tęsknić i śmiać się publicznie. to nie przykrość, to wygoda. w sobotę wyjdę z domu, co to ach, będzie.
odgrzewam filmy widziane, siedzę w allaman brothers band i trochę w ramones.
mam miłość, ujmując najprościej, najpiękniej, najswobodniej.
jawi się trochę niepokoju, ale tylko trochę. nie chcę popadać w nudę, to niemożliwe ale nidługo jedni, wcześniej drudzy dwa lata trzy alta półtora roku, pewnie że bym tak chciała ale to przecież zakrawa o bujdę dwudziestego pierszego stulecia.
czy spokój jest przyczyną zgorzknienia? chyba.
nie śni mi się, nie powtarzając się, mam miłość, rezygnuję z nudy. przecież mamy jeszcze przecinki.



wjebaj (0)