wsypisko

2021
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2020
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec







zauWażam w głOwie ostatrnią Myśl ale Boję Się ją poMyśleć bo ta Myśl jest Ostatnia.






02.12.2005 :: 16:09
tęsknię do chorowania z czasów dzieciństwa, kiedy zawsze czekałam na tę jedną zimową chorobę z gorączką i ciepłymi rękoma mamy dotykającymi mojego czoła. tęsknię do trzech albo czterech dni leżenia w Małym Pokoiku, gdy cała zimne piętro było daleko ode mnie i moich książek, zabawek, gazetek kilogramami kupowanych przez tatę. gazetki otwierały się przede mną na zawołanie, kaczor donald seplenił zajadle, misia się kłóciła o zabawaki z bratem misiem a litery konkurowały ze sobą ilością kresek, które dziecko musi nakreślić by je napisać. pisałam pamiętniki chorobowe, ojciec je sprawdzał i denerwował się zapomnianymi kropkami kreskami daszkami, a ja spokojnie chorowałam, co jakiś czas przewracając poduszkę na drugą stronę. wystarczyło słabym głosieiem zawołać mamę, a ona się zjawiała czy to z gorącym mlekiem czy paskudnymi lekarstwam, które w zamian za uśmiech albo za jakiś mały słodycz czy nowy numer gazetki można było przyjąć. na obiad były ulubione dania, ulubiony sos cebulowy. nie potrafiłam pojąć jak to możliwe że sos zrobiony z cebuli jest taki słodki, to nic że dodaje się do niego karmel. gdy dziecko było starsze, próbowało hafotować i wolno było mu leżeć przed telewizorem czasem, na miejscu taty albo mamy, tam gdzie wolało.
teraz się nie leży, się wstaje wcześnie. i sprząta się gotuje pierze. wszystko się robi i czeka się na starych. od czasu do czasu pyta które czy bierzesz antybiotyk i nawet nie ważne są dla nich godziny, trzeba ich pilnować samemu. sprowadza się to do tego, że piąty dzień w domu, że jestem tu sama od czternastu godzin i gdyby nie to że lubię być samej, zwariowałabym już wcześniej. piąty dzień w domu samej to się nawet nie chce zła robić, się odechciewa lenistwa o boże byleby jak najszybciej, iść spać. no gdzie ta noc.



wjebaj (0)




02.12.2005 :: 21:37
schody dla olbrzyma.
poranek ranny snem o bombie.
neurotyczna bezkompromisowość.
smak zycia polega na różnicach.
nieodmienna bezradność.
biję głową w czarny blat
zrobić, czas, mało, szybko, pęd. myślę jak bym miała umrzeć.
mam dosyć bezokoliczników.
tonę w bezokolicznikach
uczyć się rąbać płacić sprzątać jechać, robić.
robić.
nie robię
tylko siedzę i nie robię.
oglądam swoje dłonie.

usiłując topię się z wysiłku
i spływam ze schodów dla olbrzyma.


wjebaj (0)




06.12.2005 :: 19:06
spada łud stukotów
skowycenia i wredów
lalek z plastiku
z chmur opierzona pora roku.

ej.
sprawy codzienne.
zamówiłam kosmetyki dwa.
jestem pełna jabłek. jednego kubka kawy i herbaty. to na półgłodzie parszywe że się robi wszystko właśnie tak jak się powinno podług zaleceń ale kawa przyjdzie i zagubi nam to staranie.
jabłkowe sranie, proszę was.
pełna jabłek trochę ciut ciut mamy szczypiorek w brzuszku dziób nam zaraz urośnie.

graf graf rysuje się automat z gęsiego jaja co desantem na głowie biskupiej zaległo.

(drwię i mała kpina)


wjebaj (1)




11.12.2005 :: 18:10
od piątku trwał jeden długi dzień a teraz czeka mnie długi wieczór nauki. idę zamknąć się w zeszycie. w zeszytach. zaszytami wyścielić głowę. i jak tam to trzeba opisać.
piątek był fajny.

(czuję jak pulsuje mi żołądek, jak karma przesuwa się w jelitach. mam siłę tylko na układ pokarmowy a muszę się skupić uwagę wokół tlenienia na mózg. )


wjebaj (0)




11.12.2005 :: 23:02
byc może ktoś sobie odpowie czy słusznie czy nie czy to zdanie sterowane czy nie. wywaliłam kilka poważnych durnot o tym że pisanina ponosi winę wzbudzania emocji.
wzbudzić emocje można. można poruszając temat. ja tu się siebie pytam czy. czy. na czym polega. ja już nie wiem na czym polega. o czym się do siebie mówic powinno by się nawzajem za te słowa nie wyśmiewać. a o czym powinnam rozmawiać z ukochanym by móc go tak nazwać. rozważmy taki pogląd. że do miłości trzy rzeczy potrzebują się. być może to trzy na literę p, dla przykładu. porozumienie (przyjaźń), pożądanie i trzecie co spowodowało przypuszczenie bo właśnie to się określa mianem "to coś" a co nie jest ani pożądaniem ani przyjaźnią a czego nie potrafię określić.
(mogę sobie utrudnić zadanie znajdując coś takiego właśnie na p się zaczynającego ale nie będę utrudniać, bo mogłabym wtedy nie dać rady, dobitnie).
to może być właśnie to co sprawia że chce się trzymać za rękę. trzymanie za rękę nie podnieca ani nie jest dowodem przyjaźni. przynajmniej dla mnie*. może to być to.
to może być właśnie to co sprawia że sę czeka na każdą choćby myśl. każda choćby myśl nie podnieca ani nie jest dowodem przyjaźni. przynajmniej dla mnie. może to być to.
to może być właśnie to co nakazuje lojalność. nakaz lojalności nie podnieca ale częściowo jest dowodem przyjaźni. to nie może być to.
albo próbuję sobie coś udowodnić albo sobie przykrość sprawiam.

ogłupiam się łudząc że to wszystko nie ma znaczenia bo ma. czas przestać tak myśleć. to poleci słowem gdy będę tego pewna.

* nie zwracać uwagi na gwiazdkę.


wjebaj (1)




12.12.2005 :: 21:47
boję się że się znów zacznie.


wjebaj (0)




13.12.2005 :: 18:17
jest po osiemnastej dziś. niby zjadłam same zdrowe rzeczy tylko chlep razowy i kupę owocowego marchewkowo pap a żołądek mam tak pełny i wielki żę przezeń nie przedrze już nic więcej. tydzień będzie się trawić. ale trudno. konsekwencje.
wczoraj urosłam zrobiłam się dorosła i być może, taki cień nadzieji że już nigdy nie będę durna. nie jestem wcale zadowolona, tylko rozluźniona. kiedyś nie miałam na nic czasu. gdy zmarnowałam jedną godzinę nie potrafiłam się pozbierać i wykorzystać tych ktore nie bły zmarnowane. i wszystko szło na dół. a teraz proszę. dni się same układają. mam ochotę wytrzymywać do jutra może nawet jakiś wiersz nabazgrać mam ochotę napisać maturę pójść na studia, wybaczać i poznawać.
naprawdę.

wczoraj był poważny dzień, dziś są jego konsekwencje. chodzi o to, że gdy się rozumie że się nie jest dzieckiem to patrzy się ponuro ale jedncześnie ma się ochotę przetrwać zimę i napisać maturę. zaczyna się rozumieć że zimy się nie rpzerwie że trzeba po prostu trzeba pójść siąść i dlatego żal i złość że teraz to chodzi o prawdziwe zdrady prawdziwych lekarzy prawdziwe pieniądze prawdziwe książki prawdziwe dokonywania wyborów.
ja nie muszę być dorosła.
ja tego nie potrzebuję.
ja ja ja ja...
ja nie pojmuję.
konsekwencji.


wjebaj (1)




14.12.2005 :: 18:36
bezbłędne wpisanie adresu internetowego piętrzy się problemem, ludzie, ja śpię.
i teraz nie będę mogła parzyś bo stłukłam talerzyk, ludzie, ja śpię.
dziś cały dzień zleciał na czekaniu na sen.
trzyma się mnie monty ludzie ja śpię.
trzymam się kantu biurka ludzie śpię.
dobrze śpię.
śnią mi się rozmowy i pływanie i ledwo powłóczę palcami po klawiaturze bo bierze mnie na sen.


wjebaj (2)




19.12.2005 :: 20:11
marny postulat.
nasza partia to życie, neosocjalizm chyba powataje, ale ludzie nie bójcie się. we are coming to protect you.

pytanie to co rusz się maluje. co to wartość co robi życie z człowiekiem bo przecież można powiedzieć można żyć będąc idealnym nie mając pojęcia o niczym a można wysilać się i manifestować świat nie mając siebie do pokazania, można.
by być filozofem trzeba być odważnym, trzeba być siebie wartym trzeba być tego pewnm bo inaczej się marnują przemyślenia w takim razie na czym to polega.

jest wieczór, zamiast się rozłożyć po kocach, to się spieszę.


wjebaj (0)




20.12.2005 :: 21:11
1939-1945
księżniczka na ziarnku grochu
gra w klasy
patrzenie na odbicie
pięćdziesiąt minut
lying in bed body darkened ear of the bus roar running only...
telefon dryń
kto używał piekarnika
dwoje w jednym dywanie
facet z serialu.


i won't write my poem til i'm in right mind


wjebaj (0)




23.12.2005 :: 19:22
na to pytam a jak ta twoja ma na imię?
pada imię.
pytam jaka jest wysoka czy niska
pada że niższa pięć centymetrów
więc pytam jakie włosy
mówi że blond oczywiście też pada że oczywiście
i jakie oczy ma
niebieskie oczywiście
a włosy długie czy krótki
długie rzecz jasna
co studiuje ile ma lat skąd pochodzi
to tyle stamtąd
szczupła
w sam raz, szczuplejsza niż ty
a jak wasze dzieci będą wyglądać
nie będzie dzieci nigdy blondynka nie jest od dzieci

widzisz dobrze że masz brata zobacz jak myślą faceci.


(a może tylko ci którzy mają tylę lat i i i mam tylko nadzieję.)


wjebaj (4)




23.12.2005 :: 23:29
z jednej strony takiego wieczoru jak ten u mnie słyszany nie życzę nikomu, ale jest to taki wieczór o którym mogę powiedzieć, że jest pełnią moich upodobań. brzmi to jak wyznanie zesłańca który usłyszał rodzimy język będąc cztery tysiące zimnych kilometrów od rdzimego kraju. mamy święta w jakucji w styczniu.
nie będę się tłuamczyć bo to tylko moje wytłumaczenie.
wiem, pytacie co dziś robiłam.
to tylko moje.

miałam sen, rzadko sny są tak realistyczne. podczas snu straciłam przytomność i czułam się dokładnie tak jak ktoś kto traci przytomność. nigdy nie straciłam przytomności będąc w pełni świadomości dlatego cieszę się bo wiem jak to jest. podoba mi się. pamiętam gdy byłam bliska zemdlenia. podeszłam do okna i przeszło. to był paskudny poranek. to był jeden z poranków złych dni i złych nocy gdy czułam się winna ze wszystkim tym, o czym nikt nie wiedział. naprawdę się nogi uginały i nie było siły by otworzyć okno. najpierw mgła biało czarno dźwięk i zaraz jebs, najpierw uklęknąć a potem udało się ach otworzyć okno i przejść przy świadomości.
innym razem.
w tym śnie, wszystko było materialne. to nie był sen, to była rzeczywistość, tylko inaczej poukładana.
spadłam ze schodów. rozbiłam głowę i pytałam siebie wsztawać czy tracić przytomność. nim sobie odpowiedziałam, zapadłam. ciało było ciężkie. obudziłam się czy też mnie ocucili i byłam bez sił, po prostu można było się pogubić, pomyśleć że to prawda...

mam wrażenie że dzień jest po to by się zmęczyć i zasnąć i czekać na sen.
gdy mi się nic nie śni, to jestem zawiedziona.

sny to moja ulubiona rozrywka.

jesli ma mi się nic nie przyśnić już nigdy, ...

lunatic.


wjebaj (2)




25.12.2005 :: 17:14
dorwałam się, rozłamana.


wjebaj (0)




25.12.2005 :: 22:05
wszystko, albolutnie wszystko wskazuje na to, że powinnam zyskać sobie szacunek całego świata w najbliższym czasie a przynajmniej najbliżeszego świata w całym czasie, czyli kiedykolwiek.
smutno mi że kilka fjanych stron zakończyło swą działąlność, smutno mi ze widzę zbyt wiele mankamentów rzeczywistości, ze im barziej spoglądam w absurd wydaje mi się on absolutem. nie, moze to złe sformuowanie, bo to by znaczyło że to też nie jest rozwiązanie to nie to do czego zmierza, a jedyne co wiadomo to że zmierza do końca. koniec nigdy nie jest doskonały.
absurd będzie rzeczywistością ale nie będzie już absurdem, czylui nastąpi rzewartościowanie, mówiąc jaśniej. nie mówię tu ani o kabaretach ani o mp ani o wszelkich innych komiksowych utopiach ani nawet o prl. a zę duzo siedzę soattnio przed telewizorem to o telewizji też nie mówię. właściwie to sama neiw eim oc zym mówię, lae kochani czuję że niedługo nas zmiecie.


pykam na jamajce fajkę
jajko na surowo wtykam rankiem
na pal.
na pałkę ci ta suknia
robi mi się smuno
bo ciebie nie ma bo jesteś daleko
dni pienią się jak mleko.
klnie mi ta zorza przez okno
do wewnątrz i szybciej
niż zwykle oczy mi mokną
co to za życie
powtarzam i kroję krzyki
kraj karzeł koszyk kus kus
kapie przez wiklinowe dzianie.
kipi kłuje karze i gzi się
z koronowaną głową.

właściwie to nie chce mi się czytać tego, co sama napisałam, więc wątpię wklejam wykręcam wariata i wpadam w wichurę.


bo tak naprawdę to ostatnio marzę o górach i bieganiu po lesie, mam gorące ręce i chyba jestem na skraju zakochiwania się jeśli zwać, trochę nie wierzę w przyszłość i skupiam się na brzuchu. i szczerze, poszłabym z kimś do lasu. i jeszcze gubię się w świętach i głup na łeb.


wjebaj (0)




26.12.2005 :: 22:11
nie da się ukryć, nie jestem trendem.


wjebaj (3)




30.12.2005 :: 18:29
całkowicie konwencjonalnie upiłam się, bez nacisku ideologicznego, bez wyrzucania chłamu z głowy, monotonne skurcze żołądka i te sprawy.
odkryłam chorobę, którą mam chyba, kolejna przwlekła przywara. nie pamiętam kiedy czułam zapach jakikolwiek, nie pamiętam. nie chcę się na zdrowie skarżyć ale ulotnik kac zmusza, zmusza.
bo oto przypływy i odpływy energii i ciepłoty wewnętrznej notuje się, i można zauważyć tu siniak, tam podarta emocja. mówię sobie głupia, mówię masz dziurę tej zimy zgub się i znajdź jeszcze raz.
do roboty matura, projekta i kawały tekstu, lektury, nic.
do roboty gotowanie sprzątanie. i teraz powiedziałam kurwa mam jutro francuski, źle.


wjebaj (0)