no bo co.

siedzi na krześle, pisze poobiednie podniesione słowa. leży sobie na desce pod małym szarym grubym i ciężkim kocem, i nie wie, czy zostać czy iść kawa czy herbata, hałwa czy marcepan, wiśnie czy czereśnie wreszcie. 
Ma na uwadze żeby nie przesadzać ale na twarzy ma wypisane najlepsze przepisy na zapominanie.
sidzi na desce i prawie śpi, ciągle myśli, że kiedyś będzie znowu małe, że robaki zjedzą albo że spalą, każdy dzień dobry jest na umieranie.

4. listopada i świeci słońce, jest w obcym kraju i zmienia się wszystko, to, co nie ma znaczenia zmienia się na okrągło, a to, co niesie, upada i nikt nie zbiera tego.  każdy dzień jest dobry na umieranie.



dowalone:
ownlog.com :: Wróć